Przygoda na jachcie „Kapitan Borchardt” – relacja

Dzień pierwszy (19.09.2017)

Dzień powitałem uśmiechem, ponieważ dziś miała zacząć się moja przygoda na jachcie Kapitan Borchardt (jest to najstarszy żaglowiec pływający obecnie pod polską banderą!).
Na godzinę 12:00 zaplanowana była zbiórka, podczas której mieliśmy omówić kilka spraw organizacyjnych. Po ustaleniu wszystkich szczegółów całą grupą udaliśmy się autokarem w kierunku Świnoujścia. Na miejscu byliśmy około godziny 14:30. Kiedy dotarliśmy do portu, moim oczom ukazał się piękny, stary jacht. Po krótkim zastanowieniu się przypomniałem sobie, że widziałem tę jednostkę tego lata cumującą przy nabrzeżu w Szczecinie.
Zaczynamy przygodę! Kierunek – Rugia.

O godzinie 15:30 przydzielono nam kajuty, w których znajdowały się trzy koje. Po rozpakowaniu rzeczy udaliśmy się na kolację do stołówki, która na pokładzie nazywana jest mesą.
Do moich obowiązków podczas trwania całego rejsu należało pełnienie wachty nawigacyjnej, którą rozpocząłem zaraz po kolacji. Wachta jest to służba prowadzona przez członków załogi, trwająca zazwyczaj cztery godziny. Do zadań osoby pełniącej wachtę nawigacyjną należy stała obserwacja jachtu i sytuacji na morzu.
Tego dnia pogoda nam sprzyjała, a morze było wyjątkowo spokojne. Wiatr był na tyle słaby, że byliśmy zmuszeni napędzać nasz jacht silnikiem.

Dzień drugi (20.09.2017)

To był dłuugi dzień. Rozpocząłem go o godzinie 3:30 ze względu na wachtę, która zaplanowana była na godzinę 4:00.
Po ukończeniu służby przyszedł czas na krótką (i zasłużoną) drzemkę, a następnie śniadanie, które przygotowałem wraz z kukiem w kambuzie, czyli pokładowej kuchni. Do codziennych obowiązków na pokładzie należało również dbanie o jego czystość, czym zajęliśmy się po śniadaniu.
Dzień był wyjątkowo wietrzny. Dzięki temu mieliśmy możliwość płynięcia na żaglach. Na pokładzie znajdowało się wiele interesujących miejsc. Jednym z nich była sterówka, do której zajrzałem z ciekawości. W środku znajdowały się wszystkie urządzenia i przyrządy niezbędne do kierowania statkiem.
Są to między innymi: koło sterowe, telegraf, kompas czy urządzenia nawigujące. Kolejną rzeczą, która zaskoczyła mnie podczas rejsu był fakt, iż obowiązkiem jest prowadzenie dziennika pokładowego, w którym zawarte są informacje na temat kierunku wyprawy, siły wiatru czy ciśnienia. Około godziny 15:00 zbliżyliśmy się do wyspy Rugia. Z powodu braku miejsca w porcie nie udało się nam zejść na ląd. Oznaczało to powrót w stronę Świnoujścia. Byliśmy trochę rozczarowani tym faktem.
Mimo wszystko dobry nastrój nie opuszczał uczestników rejsu.
W czasie powrotu opowiadaliśmy sobie anegdotki o morzu i śpiewaliśmy szanty. Następnie udałem się na krótką drzemkę ponieważ czekała mnie nocna wachta

Dzień trzeci ( 21.09.2017)

O świcie obudził nas alarm „do żagli”. Wszyscy udaliśmy się na pokład, gdzie każdy rozpoczął wykonywanie swoich obowiązków. Po odwołaniu alarmu zeszliśmy do mesy na śniadanie.
Chwilę później przybiliśmy do portu w Świnoujściu, gdzie czekało nas jeszcze sporo pracy. Po wyszorowaniu pokładu, klarowaniu żagli i posprzątaniu kajut opuściliśmy banderę, co oznaczało pożegnanie się z jednostką. Zabraliśmy swoje rzeczy osobiste i opuściliśmy jacht. Myślę, że była to wspaniała i edukacyjna przygoda, podczas której poznałem wielu wspaniałych ludzi, poszerzyłem swą wiedzę i umiejętności żeglarskie.

Karol Kubala/ uczeń SP nr 5 w Szczecinie/


Dodaj komentarz