Pozwólmy dzieciom rysować

Od kilkunastu lat prowadzę zajęcia plastyczne w Pałacu Młodzieży. Moimi uczestnikami są przede wszystkim przedszkolaki, ale też dzieci z pierwszych klas szkoły podstawowej. Jak zwykle na początku roku szkolnego robię nowe plany, głowę mam pełną nowych pomysłów. Zastanawiam się, który temat zyska zainteresowanie, czy dana technika nie będzie za trudna, co będzie odpowiednie dla 4-latków, a czym zainteresować 7-latki. Lubię ten twórczy początek, te poszukiwania nowych pomysłów. Kiedy wszystko jeszcze przed nami i wszystko można.

Ale najpierw daję dzieciom czystą kartkę. Bardzo lubię obserwować, ile radości przynosi im swobodne malowanie. I pilnuję się, żeby tego momentu nie zapomnieć. Żeby nie wpaść w rytm „realizacji planu”, żeby nie narzucić dzieciom swoich oczekiwań, czy oczekiwań rodziców, że najważniejszy jest końcowy efekt. Owszem – ważne jest to, co powstanie, dzieło czy nawet małe arcydziełko, ale istotą mojej pracy jest uważna obserwacja procesu tworzenia, drogi dążenia do celu. To, z jakim zaangażowaniem dziecko pracuje, jakie emocje mu towarzyszą, jakie ma napięcie mięśniowe podczas rysowania – są to informacje o wiele ważniejsze niż to, czy powstały kształt nazwiemy „domem” czy „rakietą”. Oczywiście ważnym elementem jest efekt, i to, żeby zatrzymać się na chwilę i posłuchać, co dziecko chce nam powiedzieć o swojej pracy.

Jednak ważniejsza jest nasza cicha obserwacja i pozwolenie dziecku na kropkowanie, kreskowanie, zamalowywanie całej płaszczyzny, malowanie wielu słońc, dziwnych konstrukcji, rysowanie tego, co dla niego najważniejsze w danym momencie.
Miałam na zajęciach kiedyś dziewczynkę, która tak kochała sarenki, że prawie na każdej pracy rysowała motyw sarenki – czy to był temat „Kim chciałbym zostać?” (weterynarzem sarenek i innych zwierząt), „Abstrakcyjny portret” (królową sarenek), „Co lubię robić” (spacer po lesie i spotkanie sarenek). Dzięki jej fascynacji każda praca była tak naprawdę niepowtarzalna.

Zajęcia plastyczne, które prowadzę to plastyka szeroko pojęta – jest rysowanie różnymi kredkami, pisakami, malowanie farbami, rozdmuchiwanie tuszów, lepienie z gliny, plasteliny, układanie ziaren, makaronów, konstruowanie z różnych materiałów, budowanie z kartoników… Do takich działań niepotrzebne są wymyślne techniki i materiały. Wystarczą czasem gazety lub szary papier – można z nich zrobić skrzydła (pracujemy z całym ciałem), można zgniatać i rozwijać (ćwiczymy dłonie i palce), można grać w śnieżki, szeleścić i rwać na kawałki, przyklejać i tworzyć obrazy – wspólne lub indywidualne. Możemy to wykorzystać jako temat jesienny (deszcz, szeleszczące liście) lub zimowy (wyklejanie bezlistnych drzew na czarnej kartce). To od nas zależy, czy damy dzieciom gazety do ręki, czy nie.

Na moje zajęcia przychodzą różne dzieci. Są i dzieci nieśmiałe, i dzieci nadpobudliwe ruchowo, coraz więcej dzieci z różnymi dysfunkcjami czy zaburzeniami psychospołecznymi czy emocjonalnymi. Szukam więc sposobu, żeby dotrzeć do każdego z osobna, i żeby każdy znalazł coś dla siebie. Dlatego w trakcie mojej pracy niejednokrotnie wspieram się elementami arteterapii.
Sztuka, łącząc formy, techniki i metody, daje możliwość wykorzystania wszystkich zmysłów, głównie dotyku. Terapia przez sztukę w sposób podświadomy stymuluje słabą lub zaburzoną integrację sensoryczną.
Wiele dysfunkcji wynika właśnie z zaburzeń integracji sensorycznej. Najczęściej sprawcą deficytów na różnych poziomach i obszarach mózgu jest brak stymulacji dotykowej.

Integracja sensoryczna – integracja wszystkich zmysłów – jest niezmiernie ważna w procesie uczenia się. Jest to proces, dzięki któremu mózg otrzymując informację ze wszystkich systemów zmysłowych dokonuje ich segregacji, rozpoznania, interpretacji i integracji z wcześniejszymi doświadczeniami. Na tej podstawie mózg tworzy odpowiednią do sytuacji reakcję nazywaną adaptacyjną. Założeniem arteterapii jest poprawa jakości przesyłania i organizacji informacji sensorycznej.

Uczymy się i rozwijamy się przez zmysły. Wszystkie informacje zmysłowe docierające z ciała i z otoczenia są niezwykle ważne dla budowania wiedzy o sobie (swoim ciele, położeniu poszczególnych części ciała) i wiedzy o świecie. W prawidłowym rozwoju dziecka niezwykle ważny jest ruch i bezpośrednie doświadczenia zmysłowe. Każde nowe czynności i doświadczenia, każde „poznanie” czegoś nowego – dotyk nowej struktury, faktury buduje miliardy nowych połączeń neuronalnych. Uczenie się przyjmuje formę komunikacji między neuronami. W pierwszych latach życia powstaje 3 miliardy połączeń neuronalnych na minutę.

Większość z nas na co dzień nie zdaje sobie sprawy lub zapomina o tym, jak bardzo ważny i potrzebny jest dotyk w naszym życiu. Ja miałam okazję sobie o tym przypomnieć.
Trafiłam kiedyś na genialne warsztaty „Terapia i arteterapia ręki i stopy”, prowadzone przez panie Bernadettę Lis i Korynę Opala-Rybka. Z warsztatów pani Koryny korzystałam później jeszcze kilkukrotnie i zawsze były dla mnie walizką pełną inspiracji. W przejrzysty sposób przypomniały mi, że wszystko w naszym ciele jest połączone. Że nie ma rozwoju mózgu bez rozwoju ruchowego. Nie ma rozwoju mowy bez rozwoju manualnego.

Dotyk stymuluje układ nerwowy. Jest priorytetem w integracji sensorycznej. A najwięcej receptorów czuciowych znajduje się na naszych dłoniach i stopach.Na zajęciach dotykamy więc farb, i dzieci malują palcami lub całymi dłońmi. Każdy palec może malować innym kolorem. Przy okazji możemy poznać nazwy wszystkich palców i utrwalić nazwy kolorów, możemy poćwiczyć różne chwyty i układy palców, z pieczątek opuszków lub całych dłoni tworzyć małe żyjątka lub wielkie rośliny. Dotykamy piasku i muszelek, mąki i kamieni. Mam kartonik różnych fasolek i ziaren, z których układaliśmy kiedyś mozaikowe obrazy. Różnorodne makarony wykorzystaliśmy do wyklejania ozdobnych ramek, które po pomalowaniu i pozłoceniu (gąbeczka plus farba akrylowa) wyglądały fantastycznie!

Zaraz nadejdzie jesień. Kasztany, żołędzie, szyszki, patyki… To wszystko można wykorzystać nie tylko podczas zajęć plastycznych, ale również do nauki liczenia, tworzenia literek, edukacji przyrodniczej. Z samodzielnie nazbieranych roślin można stworzyć ziel(o)ny obrazek, coś dorysować, dokleić…

Jeśli mamy możliwość – wyjdźmy z dziećmi na dwór, niech same znajdują to, czego potrzebują do tworzenia. Jeśli nie mamy takiej możliwości – przynieśmy piasek, patyczki, mąkę, przyprawy. Z przypraw można usypać „dywan zapachów”. Można ich dodać do farb. Można zrobić pojemniczki zapachowe. Zbierajmy i wykorzystujmy to, co daje nam natura. Plastik nie ma szans z naturalnymi fakturami – plastikowe zabawki, przedmioty, które nas otaczają mają strukturę powtarzalną, jednorodną, podczas kiedy każda szyszka jest inna, każdy kamień ma niepowtarzalny kształt, a trawa o każdej porze każdego dnia pachnie inaczej… Bardzo ciekawym materiałem są owoce i warzywa, a także inne produkty spożywcze. Smaki, zapachy, struktura – działają na wszystkie zmysły, sprzyjają integracji sensorycznej. Z owoców możemy układać mandale, portrety, a następnie je zjeść. Z warzyw i wykałaczek konstruować ludziki i zwierzęta a z chrupek kukurydzianych budować literki i fantastyczne rzeźby.

Oczywiście ważna jest różnorodność doświadczeń. Ale bądźmy ostrożni – nie chodzi o to, aby zasypywać dziecko coraz to nowymi technikami i materiałami. Wystarczy, że dziecko jest bombardowane bodźcami w telewizji, komputerze, centrach handlowych… Niech nacieszą się malowaniem. Albo lepieniem. Niech to trwa przez kilka zajęć. Zgłębianie, doskonalenie i świadomość nabycia pewnych umiejętności daje dziecku naprawdę dużo radości.

Pozwólmy dzieciom tworzyć. Dotykać. I rysować. Rysować – nie kolorować. Burzy się we mnie wszystko, kiedy przy każdej okazji widzę kolorowankę. Rozumiem, że czasem jest to po prostu wypełniacz czasu. Innym razem ma to być kolorowanka edukacyjna. Nie idźmy na łatwiznę. Znajdźmy inny sposób. Kolorowanie nie ma w sobie nic twórczego – to po prostu odtwórcze ćwiczenie manualne z użyciem kredek. To raczej ćwiczenie techniczne, niż plastyczne, i raczej ograniczające, niż rozwijające. Cała aktywność jest tu nastawiona na zadanie, przewidywalna i podporządkowana schematowi. Wzory stanowią zunifikowane symbole obrazkowe, które narzucają dziecku „dorosły” sposób widzenia świata. Istnieje całe morze ciekawszych sposobów na ćwiczenie precyzji, koncentracji i tego wszystkiego, za co chwali się te gotowce. Dlatego namawiajmy dzieci – niech rysują. Tak jak potrafią. Każdy z nas potrafi. Każdy z nas ma prawą półkulę (mózgu) – więc każdy potrafi rysować. Nie zawsze przecież chodzi o to, żeby wiernie odtworzyć twarz babci, czy namalować pejzaż porównywalny z fotografią. Wręcz przeciwnie – ileż emocji jest w portretach dzieci, i jak bardzo są „podobne” do właścicieli 😉

Współczesne badania neurobiologiczne wykazują, że mózg rozwija się w zależności od tego, jak jest używany, a najwięcej „uczymy się” w momencie, kiedy używamy go z entuzjazmem. Poszukajmy swojego entuzjazmu. Poszukajmy ścieżki emocjonalnej dziecka. Zachęcam do wyjścia poza schemat. Do eksperymentowania.

Każda twórczość rozwija wyobraźnię i kształtuje pozytywne emocje. Dzięki twórczej aktywności poszukujemy nowych celów życiowych i uczymy się korzystać z intuicji. Sztuka dzieci jest podstawą, na której zbudowane są wszystkie późniejsze podstawowe umiejętności. Zachęcanie do rozwoju artystycznego dzieci będzie miało pozytywny wpływ na wszystkie inne aspekty ich emocjonalnego i intelektualnego rozwoju.

Magdalena Kucharska – nauczyciel plastyki w Pałacu Młodzieży – PCE

Tekst ukazał się w miesięczniku DIALOGI nr 7(215)


Dodaj komentarz